W numerze:

Katarzyna Czupa
Analizy Online
Relacja z debaty. MiFID II: czy coś się zmieniło?

W ocenie skutków implementacji dyrektywy MiFID II przedstawiciele rynku nie są jednomyślni. Uczestnicy IX Kongresu EFPA komentowali wpływ nowych przepisów na relację klient–doradca i próbę obniżenia opłat.

Momentem kulminacyjnym w relacjach klient – doradca będzie przyszły rok, gdy klienci dostaną wykaz rzeczywistych kosztów transakcyjnych, czyli kosztów ex post, mówił podczas IX Kongresu EFPA Łukasz Wojdak, dyrektor w Raiffeisen Bank Polska.

 – Będzie to szczególnie bolesne, gdy okaże się, że na rynkach finansowych bardzo ciężko było zarobić. Niewykluczone, że  klienci zobaczą, że ich fundusz dał zarobić niewiele więcej niż depozyt bankowy. To będzie trudny czas, jednak przyniesie dobre efekty w długim terminie – dodał.

W ocenie Sebastiana Buczka, Prezesa Quercus TFI, informacje na temat MiFID-u II i medialna burza wokół jego wdrożenia są niezrozumiałe.

 – To czarna magia. Jako klient byłbym zupełnie pogubiony. Oczekiwałbym, że jak idę do instytucji finansowej to osoba, która mnie obsługuje, przedstawi mi w sposób rzetelny, jakie są możliwości, pokaże produkty różnorodne i konkurencyjne, jeśli chodzi o osiągane stopy zwrotu oraz poziom pobieranych opłat. Oczekiwałbym, że doradca powie mi, dlaczego chce mi sprzedać określony produkt, ile na tym zarobi on i reprezentowana przez niego instytucja. Wtedy byłbym w stanie w miarę świadomie wybrać produkt. Natomiast cała kuchnia, o której rozmawiamy, mnie jako klienta nie interesuje. Ja po prostu chcę mieć dobrą obsługę. Nie wiem, czy MiFID II to zapewni – wyjaśniał.

 Zdaniem prezesa Quercus TFI, pewne jest to, że klient będzie musiał podpisać więcej dokumentów niż do tej pory, a doradca będzie prawdopodobnie sparaliżowany, bo nie będzie wiedział co może, a czego nie może robić.

 Piotr Dygas, wiceprezes Rockbridge TFI, przyznał, że nie dał rady wypełnić całego ankiety w jednym z domów maklerskich. Jak mówi, to jest właśnie perspektywa klienta.

 – Martwi mnie to, że wszystko to może prowadzić do pewnego rodzaju hermetyzacji grup, wyłączania ryzyka rozliczania się z firmami zarządzającymi, przez co oferta dla klienta stanie się uboższa. Boję się, że w trosce o bezpieczeństwo klientów, wielu z nich straci możliwość uczestnictwa w produktach, które nie mieszczą się w sferze zainteresowania grup bankowych – mówił.

Jak wskazuje Łukasz Kędzior, Dyrektor zarządzający TFI PZU, założeniem regulatora przy implementacji unijnej dyrektywy było, by klient, zwłaszcza świadomy, miał możliwość tańszego dostępu do produktów inwestycyjnych.

 – MiFID II powinien umożliwić rozwój pasm internetowych, jako dostarczyciela produktów inwestycyjnych. To się chyba jeszcze nie zadziało, choć kroki i przedsięwzięcia są podejmowane. Jestem bardzo ciekaw, jak to się może zmienić w perspektywie kilkanastu, czy kilkudziesięciu miesięcy – dodał.

Odnosząc się do obniżania opłat, wątku, który pojawił się w Polsce przy okazji wdrażania MiFID-u II, Sebastian Buczek przyznał, że spadek opłat jest zjawiskiem pożądanym – koszty powinny być niższe.

Zastanawiając się, czy w Polsce opłaty należy obniżać administracyjnie, zapytałbym, czy gdzieś w Europie, poza Hiszpanią, ktoś to zrobił? Ja przyznam się szczerze, że nie słyszałem. Polska chce wyjść przed szereg i wprowadzić limit maksymalnych opłat, choć nie wiadomo dlaczego. Naszej branży trzeba dać określony czas, żeby sama się uregulowała. Dać czas, na to by przedstawiła propozycję, jak będzie wyglądała ścieżka obniżki opłat stałych. Jak przystąpiliśmy do Izby [Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami, przyp.] to moją propozycją było by branża sama uregulowała się w kwestii opłat za zarządzanie. Jednak nie spotkało się z aprobatą. Podnoszono argument, że jeśli obniżymy koszty do 3%, to ktoś zacznie to kwestionować i pytać czemu nie 2,5%. Stała gwardia, która była w Izbie mówiła, że temat ten nikogo nie interesuje. Jednak temat wraca jak bumerang, jednak z administracyjną siłą – dodał.

Piotr Dygas wskazuje, że warto dodać, że całe zamieszanie dotyczy kwestii wynagrodzenia stałego.

 – Wynagrodzenie zmienne jest opcją dla firmy zarządzającej, która jest w stanie dowozić dobre wyniki. Pamiętajmy, że wynagrodzenie stałe nie zostaje w 100% w TFI. Wczoraj omawialiśmy kwestię nowego produktu akcyjnego z jednym z dystrybutorów. Na naszą propozycję w wysokości 1-1,5% opłaty za zarządzanie, otrzymaliśmy odpowiedź "między 3% a 3,5%". Jeśli klient, dzięki MiFID-owi II zobaczy jak to wynagrodzenie jest redystrybuowane wśród uczestników tego rynku, to może być mocno zaskoczony. Warto dodać, że w tych 2% musi znaleźć się miejsce dla podmiotów, które decydują się na współpracę i będą dostarczały aktywa do tego funduszu. To jest tak naprawdę pytanie, gdzie jest ta wielkość i czy to powinno odbywać się w taki sposób – podkreślał.

 Zdaniem Sebastiana Buczka, zamiast prześcigać się, czy opłata ma wynosić 1,5% czy 2% powinniśmy zrobić porządną analizę i porównać opłaty funduszy w Luksemburgu i w Polsce.

 – Weźmy pod uwagę moment, w którym jesteśmy, jeśli chodzi o rozwój naszego rynku, chociażby średnią wielkość aktywów poszczególnych funduszy inwestycyjnych w Polsce i Luksemburgu. Mając takie dane, jesteśmy w stanie powiedzieć, że stawki opłat w Polsce powinny wynosić tyle i tyle. Nie spotkałem się z taką analizą zrobioną współcześnie – tłumaczył.