W numerze:

Wojciech Kaczor
Doradca Private Banking&Wealth Management mBank S.A.
EFP EFPA
Wolna wola

Na naszym „podwórku”, co jakiś czas wyskakuje króliczek z kapelusza, którego wszyscy bardzo chętnie obserwują. Króliczek przyjmuje różne postacie: raz wygląda, jak kredyt we franku szwajcarskim, kolejnym razem staje się funduszem inwestycyjnym zamkniętym (FIZ-em), a najmłodszy króliczek obrał postać obligacji. Gdy tylko pojawia się jego nowe wcielenie, natychmiast znajdują się chętni do piętnowania i karania.

Głośna sprawa kredytów we franku szwajcarskim przycichła, ale gdy tylko kurs CHF/PLN znowu się zmieni na  niekorzyść posiadaczy kredytu frankowego, wrócimy zapewne do sprawy i to „w wielkim stylu”. Jednym z pomysłów jest umożliwienie przewalutowania zobowiązania z CHF na PLN (pomysł wraca cyklicznie przed każdymi wyborami). 

Ponieważ nikt nie wie, jak zachowa się kurs pary CHF/PLN oraz jak będzie wyglądać oprocentowanie tych walut, pojawia się realne ryzyko, że po przewalutowaniu obecni posiadacze znowu będą pokrzywdzeni. Scenariusz szybszego wzrostu stóp procentowych w Polsce versus stóp procentowych w Szwajcarii oraz jednoczesnego umocnienia polskiego złotego - wcale nie jest nierealny. W takiej sytuacji Klienci znowu mogą wyjść z roszczeniami i oskarżeniami, że ponownie zostali oszukani. Uważam, że przed dokonaniem jakiejkolwiek decyzji winno się przedstawić i dokładnie wyjaśnić Klientom taki scenariusz.

Przejdę teraz do drugiego i trzeciego króliczka, czyli oferty FIZ oraz obligacji korporacyjnych dla osób fizycznych.  Ostatnio przeczytałem opinię, że nawet jeżeli Klient sam pyta o nieadekwatne dla niego rozwiązanie, powinno mu się odmówić takiej inwestycji. Poniekąd słusznie. Pojawiają się jednak dwa pytania:

1)    jeżeli odmówimy sprzedaży konkretnej inwestycji, która w przyszłości okaże się spektakularnym sukcesem, to kto zapłaci Klientowi za brak sukcesu? Z pewnością pojawi się stwierdzenie „a nie mówiłem?”;

2)    czy możemy w pełni ingerować w decyzje Klienta? Przecież czasy gospodarki centralnie sterowanej już dawno minęły (choć czasami mam wrażenie, że wracają). Znowu wraca sprawa ankiet MiFID, które badają całościowe podejście Klienta do ryzyka oraz chęci zysku. Zdaje sobie sprawę, że większość Klientów nie posiada wystarczającej wiedzy i doświadczeń do pełnego i świadomego podejmowania decyzji. Nie mniej jednak istnieje niemała grupa Klientów podejmująca świadomie inwestycje, absolutnie niepasujące do ich profilu inwestycyjnego, ale tylko częścią swoich środków. Czy w takim przypadku Państwo ma wiedzieć lepiej? Zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę pierwsze pytanie i jego konsekwencje.

Na świecie istnieją różne modele dystrybucji produktów inwestycyjnych. Także w Polsce Klient może sam dokonać zakupu bez pośrednika. Osobiście widziałem przykład, gdy Klient o profilu defensywnym sam skonstruował portfel „w internecie”, który kompletnie był dla niego nieodpowiedni (40% portfela stanowiły inwestycje związane z różnymi rynkami akcji). Oczywiście był ostrzegany o ryzykach. Co w takim przypadku?

Obecnie mamy klimat piętnowania branży usług finansowych. My jako przedstawiciele „branży” mamy określone obowiązki wynikające wprost z przepisów prawa, związane ze współpracą z Klientami zainteresowanymi czymś więcej niż lokatą. Głęboko wierzę w etykę zawodową. Jednocześnie jestem dziwnie spokojny, że chęć zysku może przesłonić powyższe. Nie mniej jednak, obecna skłonność do krytyki zaczyna przypominać polowanie na czarownice. Zdaję sobie sprawę, że obecny rynek mediów żyje z sensacji. Gdy jest wypadek samochodowy, media podejmują temat, jeśli jest „odpowiednia liczba ofiar”. Tak też jest w przypadku rynku usług finansowych. Gdy tylko jest odpowiednia liczba ofiar, natychmiast robi się szum. Pytanie, jakie się nasuwa to, co zrobiły media, aby edukować Klientów? W pełni zgadzam się z Profesorem Jajugą (wywiad dla analiz.pl) dotyczącym konieczności obowiązkowej edukacji ekonomicznej i to im szybciej, tym lepiej. Wypowiedź Pana Profesora spina mocną klamrą problemy rynku usług finansowych.

Podsumowując - regulacje tak, ale pilnujmy, aby nie przeregulować. Ostrzeżenia i informacje dla Klientów tak, ale nie decydujmy za Klientów.

Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja. Tu widzę olbrzymią rolę Państwa, instytucji nadzoru, mediów, TFI, banków, domów maklerskich i pośredników.

Jednocześnie nie wierzę w nieomylność instytucji tworzących regulacje i to, że da się ująć w przepisach wszystkie aspekty inwestowania pieniędzy. Rynek „żyje” i ewoluuje w sposób ciągły. Hossa, bessa, stagnacja, spowolnienia, interwencje banków centralnych, a w końcu zwykłe emocje, jakie towarzyszą spekulacji (tak - spekulacji). Nie rozwijam przy tym wątku złej woli tworzących firmy, pośredniczących w inwestycjach czy tworzących wątpliwej jakości instrumenty. Piramidy, kreatywna księgowość i oszustwa będą się pojawiać bez względu na to, w jakiej fazie rozwoju dany rynek się znajduje (przykład: Bernard Madoff i jego bardzo bogaci i niejednokrotnie wyedukowani finansowo klienci).

Kończąc, podzielę się świetnie znanym powiedzeniem spekulantów - „Analiza wsteczna zawsze skuteczna”.

Wojtek Kaczor

Opinie wyrażone w niniejszym tekście są opiniami autora. Nie stanowią oficjalnego stanowiska EFPA Polska.