W numerze:

Krzysztof Zygmanowski
Doradca Private Banking&Wealth Management mBank S.A. EFP EFPA
Co z tym MIFIDem?

Mifid 1, Mifid 2, Mifid … ile jeszcze „mifidów” przed nami? Po dwóch miesiącach funkcjonowania tej dyrektywy coraz bardziej mam mieszane uczucia, czemu ma to tak naprawdę służyć? I nie mam na myśli słusznych intencji autorów tejże dyrektywy, tylko co z tego tak naprawdę ma inwestor?

Dyrektywa w samym swoim założeniu ma między innymi chronić inwestorów przed nieuczciwymi praktykami sprzedawców produktów inwestycyjnych (bo przecież nie przed profesjonalnym doradcą, który kieruje się dobrem klienta i zachowaniem jak najlepszych, długoterminowych relacji z nim), czy dostarczaniem inwestorowi wiedzy na temat kosztów, jakie on ponosi. Czy jednak do tego potrzebna była dyrektywa unijna? Czy naprawdę środowisko doradców finansowych nie było w stanie wypracować zasad postępowania etycznego, a tych którzy by je naruszali po prostu eliminować ze swojej społeczności?

Chodzi o to, panie i panowie, że chciwość – z braku lepszego określenia – jest dobra. Chciwość jest słuszna. Chciwość jest skuteczna. Chciwość oczyszcza, chwyta istotę ducha ewolucji.” – mawiał Gordon Gekko w klasycznym już obrazie Wall Street. Ale czy tak jest naprawdę? Kto oglądał ten film to wie, jak skończył Pan Gekko.

Czy zatem dlatego, że w Unii Europejskiej pojawiło się iluś tam Gordonów, trzeba było wprowadzić odpowiednie przepisy? Czy w dzisiejszych społeczeństwach wszystko trzeba regulować, nakazywać, zakazywać, za wszystko karać? Czy jest zatem jakiś inny sposób niż regulowanie rynków czy wręcz przeregulowywanie ich? Jako, że wierzę, że wszystko w przyrodzie dąży w długim okresie równowagi, myślę, że wysiłki, jakie są obecnie kierowane na wymyślanie coraz to bardziej zagmatwanych przepisów, mogłyby być skierowane na edukację finansową społeczeństw. Właściciele kapitału mogliby „odpuścić sobie” wieczne dążenie do wzrostu zysków, zachowując pewien status quo, który pozwala na swobodne funkcjonowanie biznesu. Żadne drzewo nie rośnie do nieba, żadna firma nie jest w stanie zwiększać zysków w nieskończoność.

I na koniec, czy zastanawiałeś się Czytelniku, że w finansach obowiązują różne „mifidy”, a w sklepach spożywczych już nie? Zapyta ktoś, co ma „piernik do wiatraka”? Ano ma. W finansach każdy inwestor jest przepytywany (ankieta), chroniony przepisami prawa, sprawdzany, czy aby na pewno produkt, który kupuje jest dla niego odpowiedni i adekwatny. A jak już zainwestuje w produkt nieodpowiedni i nieadekwatny to co najwyżej straci pieniądze, ale już nie będzie mógł mieć pretensji do swojego doradcy. Został przecież ostrzeżony!!! Ale co do tego ma sklep spożywczy, zapytacie?  A czy zastanawialiście się nad tym, że kupując niewłaściwe jedzenie, możecie stracić nie tylko pieniądze, ale zdrowie czy nawet w skrajnym przypadku życie? Czy sprzedawca przeprowadza z Wami jakąś ankietę, czy dany produkt jest dla Was adekwatny i odpowiedni? Oczywiście, że nie, bo prowadziłoby to do absurdów. Ale właśnie to takich samych absurdów prowadzi przeregulowanie rynku finansowego. Tylko jakoś niewiele osób to dostrzega i zadaje sobie pytanie, czemu tak naprawdę mają służyć kolejne wprowadzane regulacje. Większość woli przyjąć postawę konformistyczną niż faktycznie pochylić się na problemem.

 Krzysztof Zygmanowski, Poznań marzec 2018

Artykuł wyraża osobiste poglądy autora, które nie muszą być zgodne z głównym nurtem poglądów innych uczestników rynku finansowego.