W numerze:

Wojciech Kaczor
Doradca Private Banking&Wealth Management mBank S.A.
EFP EFPA
Prawo o ruchu drogowym a MIFID

Znakomita większość spośród nas posiada uprawnienia do kierowania pojazdami i pewnie też większość z nas codziennie używa samochodu. Osobiście nie znam nikogo, kto mógłby powiedzieć, że zawsze jeździ z przepisową prędkością. I choć nie zachęcam do przekraczania przepisów, niejednokrotnie zastanawiałem się nad logiką ustawiania znaków z ograniczeniami. 

 

 

Pierwszy raz zacząłem to rozpatrywać, gdy wiele lat temu przemieszczałem się po lokalnych drogach w Bawarii, gdzie szybko znalazłem pewną zależność. W terenie zabudowanym obowiązuje tam ograniczenie prędkości do 50 km/h. Nie mniej jednak, jeżeli po obu stronach drogi dwukierunkowej znajdowały się chodniki, pojawiał się znak podnoszący dozwoloną prędkość do 70 km/h (oczywiście o ile inne warunki pozwalały na to). W Polsce ciężko znaleźć taki przypadek. Jednocześnie ze świecą szukać kierujących, którzy pozwalali sobie na nie przestrzeganie przepisów.

Kolejnym moim przemyśleniem jako kierowcy jest fakt, że znaki drogowe stawia się w większości przypadków dla kierujących „osobówkami”, jak i dla dużych  „mobili”. Tu znowu trzeba zatrzymać się na chwilkę i rozważyć kolejne dwa aspekty. Kierowcy ciężarówek mają z pewnością większe doświadczenia niż kierowcy „osobówek”. Jednocześnie cechy gabarytowe obu rodzajów pojazdów także są inne (droga hamowania, przyczepność, przyśpieszenie itd.). Ale znaki drogowe są takie same dla obu kategorii wagowych (z pewnymi wyjątkami dotyczącymi wysokości, masy całkowitej itd.). Ostatnią kwestią, jaką poruszę to fakt, że znaki ustawia się na cały rok. A każdy kto jest kierowcą wie, że na tym samym zakręcie ograniczenie do 40 km/h w zimie może uratować życie, a w lato pokonanie tegoż samego zakrętu z prędkością 70km/h nie wyzwala nawet grama adrenaliny. Zdaję sobie także sprawę, że zwłaszcza męska część kierowców postrzega jazdę samochodem w sposób względny. To znaczy: ci co jadą przed nami to łamagi i ślamazary, a ci co nas wyprzedzają to z pewnością wariaci i piraci drogowi. Myślę, że mogę postawić tezę, że kierowcy (a przynajmniej ich część) podświadomie łamie przepisy z racji nielogicznie  ustawionych znaków drogowych. Idąc krok dalej, osoby decydujące jakie znaki postawić w danym miejscu stosują zasadę ostrożności, ale dla siebie (święty spokój).

Gdy patrzę na kolejną odsłonę MIFID, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że znajdziemy tu analogię do ruchu drogowego. Przepisy stworzone dla „dużych i małych mobili”, „na lato i na zimę” w mojej opinii wiele nie zmienią poza dodatkowymi dokumentami przedkładanymi w „słusznej sprawie”. Zdaję sobie sprawę, że  w naszym środowisku były patologie związane z inwestycjami (na drogach też każdy z nas widział zachowania godne leczenia psychiatrycznego). Nie wierzę jednak, że jakiekolwiek przepisy to zmienią. Patologie były, są i będą (wystarczy zajrzeć na listę ostrzeżeń KNF, żeby zrozumieć, o czym mówię). Oczywiście, że przepisy regulujące naszą działalność są konieczne i niezbędne (tak jak przepisy ruchu drogowego). Doświadczenie jednak pokazuje, że przeregulowanie może mieć skutek odwrotny do zamierzonego. Odwołam się do bardziej obrazowego przykładu czyli prohibicji, która nie tylko była nieskuteczna (Bachus wygrał!), ale doprowadziła do powstania gigantycznej szarej strefy. Boje się, że przepisy MIFID-owe stworzone w słusznym celu ochrony Klientów będą martwe, ponieważ na każdy przepis znajdzie się kontra. Może ważniejszą sprawą, jaka powinna pojawić się w przepisach to kwestia kształcenia Klientów. Przecież, aby móc prowadzić ciężarówkę lub autobus trzeba przejść odrębne szkolenia i stosowny egzamin. Podczas gdy inwestycje może kupić każdy bez względu na wiedzę lub doświadczenie (wystarczy,  że podpisze stosowny kwit). Nie znalazłem żadnej instytucji finansowej, która nie „postawiła znaków drogowych” zakazu lub ograniczenia prędkości swoim Klientom (ankiety badające wiedzę i doświadczenie oraz stosowne ostrzeżenia o nieodpowiedniości i nieadekwatności inwestycji). Ale cóż z tego. skoro instytucje finansowe nie mogą zabronić Klientom robienia ze swoimi pieniędzmi, co sobie Klient zażyczy. Myślę, że każdy, kto kiedykolwiek współpracował z Klientami w lot zrozumie, co mam na myśli. Kontynuując analogię jazdy samochodem: większość Klientów widziała kompilacje wypadków drogowych (dostają informacje o ryzykach inwestycji, w formie pisemnej KIID lub graficznej - wykresy) nie mniej jednak nadal przekraczają prędkość lub nie dostosowują jej do warunków panujących na drodze (nie patrzą w jakim otoczeniu rynkowym się znajdują, jak wysoko urosły ceny bądź wskaźniki). Część wygrywa, ale część kończy z obrażeniami (większymi bądź mniejszym). Myślę, że jeszcze nie raz będziemy mieli możliwość oglądania karamboli drogowych, których uczestnikami będzie duża liczba „mobili” małych i dużych, doświadczony i niedoświadczonych, rozsądnych i szaleńców. To dokładnie tak, jak w czasie bessy, gdy nie ma „świętych krów” i każdy będzie liczył straty. Powtórzę jeszcze raz:  żadne przepisy nas od tego nie uchronią. 

Niejednokrotnie na łamach Newslettera EFPA były podnoszone kwestie etyki, dostosowania usługi do profilu ryzyka klienta, jego horyzontu czasowego czy też wiedzy i doświadczeń. Wieloletnie relacje z Klientami buduje się na uczciwości i partnerstwie. Ci którzy dotychczas bez przymusu stosowali zasady dostosowania inwestycji do konkretnych potrzeb oraz oczekiwań vs ryzyko i płynność będą mieli ułatwione działania w obecnym reżimie. Nie mniej jednak myślę, że „przekraczanie prędkości” w większym bądź mniejszym stopniu występować będzie (zarówno po stronie profesjonalistów, jak i Klientów). Dlatego też w ogóle nie dziwię się reakcji naszego środowiska, gdzie przeważa opinia negatywna co do skuteczności MIFIDu, a zwłaszcza MIFIDu II. Klasyczne "wylanie dziecka z kąpielą" (czasami mam wrażenie, że wanienka też zostanie wyrzucona).

Jako podsumowanie posłużę się cytatem znanym każdemu posiadaczowi certyfikatu EFPA Polska:

Certyfikowany Doradca Finansowy EFPA nie dlatego jest prawy, że przestrzega Kodeksu Etyki, Certyfikowany Doradca Finansowy EFPA przestrzega Kodeksu Etyki dlatego, że jest prawy.

Życzę każdemu „szerokości i przyczepności”, jak to można usłyszeć na CB radiu.

Wojtek Kaczor

Opinie wyrażone w niniejszym tekście są opiniami autora. Nie stanowią oficjalnego stanowiska EFPA Polska.