W numerze:

Krzysztof Zygmanowski
Doradca Private Banking&Wealth Management mBank S.A. EFP EFPA
Europa czy Azja – starcie dwóch tytanów

Od pewnego czasu każdy z nas widzi, jaką presję rynki azjatyckie wywierają na gospodarkę europejską. Nie mam tu na myśli tylko zwykłej „chińszczyzny”, której wokół nas jest wiele. Nie mam też na myśli towarów producentów europejskich, którzy z racji niższych kosztów produkcji (głównie osobowych) produkują swoje wyroby w fabrykach ulokowanych w krajach azjatyckich, w głównej mierze w Chinach. Moją obserwację opieram na produktach zaawansowanych technologicznie, które coraz częściej, pod własnymi markami, sprzedają azjatyccy producenci. Jakiś czas temu były to prymitywne podróbki, później te podróbki były bardziej zaawansowane, a dzisiaj coraz częściej mamy do czynienia z autorskimi produktami firm azjatyckich.

W gronie tych innowatorów, oprócz tradycyjnych japońskich firm, pojawiają się firmy południowokoreańskie oraz chińskie. Każdy z nas na co dzień albo jest użytkownikiem, albo przynajmniej spotkał się z produktami z Korei Południowej firm takich jak Samsung, LG w branży elektronicznej czy Hyundai i Kia w branży motoryzacyjnej. Spośród marek chińskich producentów elektroniki, które zaczynają podbijać rynki europejskie nie sposób nie wspomnieć o Huawei czy Xiaomi, producentach elektroniki użytkowej.

Dlaczego uważam, że na ten temat warto zwrócić uwagę? Ano dlatego, że za kilka czy kilkanaście lat dominującymi firmami w branżach nowych technologii, elektroniki użytkowej czy motoryzacyjnej będą właśnie firmy azjatyckie, z dominującymi producentami z Chin czy Korei Południowej. Jak to się zatem dzieje, że kraje, które jeszcze 30-40 lat temu były kojarzone główniej z rolnictwem, montowniami dla wielkich korporacji świata zachodniego, czy produkcją prostych i często kiepskiej jakości produktów, dzisiaj wyrastają na potentatów, którzy już niedługo mogą zagrozić europejskich producentom? Zaobserwowałem, iż w tych krajach główny nacisk kładzie się na odpowiednią edukację, na pracę kolektywną. W krajach azjatyckich nie dorabia się ideologii do gospodarki, nie szuka się wśród sąsiadów winnych swoich niepowodzeń, tylko działa się długoterminowo, tak aby społeczność mogła osiągnąć w przyszłości sukces gospodarczy, a co za tym idzie wyższy poziom zamożności.

Oczywiście nie ma róży bez kolców. Przez to, iż państwa azjatyckie są nastawione na pracę dla ogółu, często pojedynczy człowiek nie ma jako jednostka większego znaczenia. W wielu krajach regionu azjatyckiego nie ma żadnych systemów  socjalnych, a jak są - to często tylko w  szczątkowej formie. Może tutaj też leży klucz do zrozumienia niesamowitego postępu, jakiego dokonały te kraje w tak krótkim czasie? Europa ze swoim zbiurokratyzowanym systemem, z osłonami socjalnymi z niskim tempem postępu technologicznego, już za dekadę może zostać zdecydowanie zdystansowana przez producentów azjatyckich. Znamienne jest też to, iż coraz więcej firm chińskich czy koreańskich „podkupuje” fachowców z firm europejskich. Ciekawym przykładem jest ruch koreańskiego producenta samochodów Hyundai, który postanowił stworzyć modele swoich samochodów w wersjach sportowych i w tym celu zatrudnił u siebie specjalistę z … BMW, który prowadził dla tego europejskiego producenta samochodów projekt BMW M. Co ciekawe, sportowe modele Hyundai będą miały oznaczenie N J. Takich przypadków będzie coraz więcej na rynku i dlatego już wkrótce będziemy świadkami czegoś, co wielu osobom wydaje się niemożliwe, albo u niektórych pojawia się pobłażliwy uśmieszek na twarzy. Świat za jedno, dwa pokolenia zmieni się na tyle, że po ulicach będą jeździć głownie samochody azjatyckie z dominacją koreańskich i chińskich, używać będziemy wyłącznie elektroniki tych producentów, a nam Europejczykom zostanie już tylko chyba produkcja żywności i korzystanie z dobrodziejstw socjalnych serwowanych przez poszczególne państwa.

Czy tak się stanie? Tego oczywiście nie wiem, ale jeśli europejscy decydenci nadal będą „produkować” biurokrację, sprzeczać się ideologicznie, to wkrótce azjatycki tygrys pokaże nam nie jeden pazur, ale całą łapę.