W numerze:

MiFID II: edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja

Jak budować długoterminowe oszczędności obywateli? Sprzedawaniem „potrzeb” a nie „produktów”, powiązaniem rynku nieruchomości z rynkiem kapitałowym i programem lekcji oszczędzania od najmłodszych lat – to tylko niektóre z pomysłów uczestników panelu dyskusyjnego VIII Kongresu Doradców Finansowych EFPA.

Zapytani o to, czy przechowywanie oszczędności na depozytach i w gotówce oraz kupowanie mieszkań na wynajem jest dobrym pomysłem na zabezpieczenie przyszłości, paneliści nie udzielili jednoznacznej odpowiedzi.  

– Rynek mieszkaniowy jest bardzo silnie powiązany z koniunkturą gospodarczą. Kiedy stopy procentowe pójdą w górę, a ceny mieszkań spadną, może się okazać, że M na wynajem nie jest już taką dobrą alternatywą dla lokaty, a sama inwestycja nie przyniesie satysfakcjonującego zysku – stwierdził Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

- Mieszkanie na wynajem, w sytuacji, gdy jest jednym z elementów portfela inwestycyjnego, nie jest złą formą ulokowania kapitału – zwrócił z kolei uwagę Marcin Adamczyk, prezes TFI PZU.

- Polacy się bogacą. To dobrze, że kupują mieszkania – stwierdził Paweł Sujecki, prezes ProService, przestrzegając przed przyjmowaniem Warszawo-centrycznego punktu widzenia. – W stolicy i innych dużych miastach ludzie wydają oszczędności lub biorą kredyty, żeby kupić kolejne mieszkanie na wynajem. Tymczasem w mniejszych miejscowościach, nie ma mowy o tego typu inwestycjach i „przegrzaniu” rynku – zwrócił uwagę.

Prezes Quercus TFI podkreślił, że ok. 9 mld zł w gotówce przeznaczonych w ostatnich miesiącach na mieszania w większych miastach to nic w porównaniu z wartością udzielonych kredytów hipotecznych, która w tym roku może sięgnąć 40 mld zł.

– I na tym właśnie polega powiązanie rynku nieruchomości z rynkiem finansowym – podkreślił Sujecki.

Nie ulega jednak wątpliwości, że rynek mieszkań przejął strumień pieniędzy, które mogłyby trafiać na rynek kapitałowy. – Boom mieszkaniowy dobrze pokazuje, że dla paru pokoleń rynek kapitałowy, szczególnie akcje, to temat zamknięty. Ci, którzy stracili podczas bessy 2008 r., nie chcą do niego wracać. Ci, którzy nie mieli jeszcze wtedy pieniędzy nie są nim zainteresowani. Tymczasem mieszkanie to coś namacalnego, fizycznego. Nawet jeżeli na nim nie zarobię w sensie inwestycyjnym, mogę je zostawić wnukom – wyjaśnił Jakub Adamowicz, dyrektor rozwoju Trigon TFI.

Zapytany jak przekonałby swojego klienta zainteresowanego kupnem mieszkania, żeby jednak zainwestował w fundusz, odpowiedział z rozbrajającą szczerszością. – Finansiści stracili zaufanie przeciętnych Polaków, sami częściowo jesteśmy temu winni. Bardzo trudno takich klientów przekonać, żeby znów zaufali rynkowi kapitałowemu. Pewnie na początek najłatwiej byłoby im zaproponować fundusz nieruchomości, co też robimy w Trigonie – powiedział Adamowicz.

W tym momencie Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich, wyszedł z ciekawą propozycją powiązania obu rynków. – Wdrożenie MiFID II jest doskonałą okazją, żeby w kontrolowany i etyczny sposób zaoferować Polakom produkty oszczędnościowe, które będą odpowiadały ich percepcji bezpieczeństwa. Jak? Na przykład emitując detaliczne listy zastawne. To inwestycja długoterminowa, bezpieczna i powiązana z rynkiem nieruchomości, który tak lubimy – zaproponował prezes ZBP.

W tym kontekście, jego zdaniem, MiFID II jest szansą dla doradców finansowych. – Nawet jeżeli kredytodawcy ograniczą liczbę funduszy w ofercie w związku z MiFID II, w ich miejsce mogą się pojawić nowe produkty oszczędnościowe. Bez dodatkowych unijnych regulacji nie można by było zaproponować inwestorom detalicznym tego typu rozwiązań – stwierdził Pietraszkiewicz.

Spośród wszystkich wątków związanych z MiFID II, największe emocje dyskutujących wywołał wpływ unijnej dyrektywy na sprzedaż funduszy inwestycyjnych przez internet. – Czy gdyby 15 lat temu ktoś nam powiedział, że będziemy zlecali przelewy bankowe dotykając ekran telefonu, ktokolwiek by uwierzył? – zapytał retorycznie Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.

– To jest właśnie cały problem z internetem – fundusze, tak jak wszystko, przeniosą się kiedyś do sieci, problem w tym, że nie możemy przewidzieć kiedy – zauważył prezes TFI PZU.

Nie zgodził się z nim Jakub Adamowicz. – Możemy to przewidzieć – stwierdził. - Stanie się to wtedy, gdy ludzie zaczną poszukiwać w sieci zaspokojenia potrzeb spełnianych przez fundusze inwestycyjne. To się zacznie dziać lada chwila. Już dziś widzimy, że banki coraz częściej oferują kilka funduszy portfelowych na konkretne cele, zamiast kilkuset strategii inwestycyjnych różniących się między sobą szczegółami. Tego typu produkt, który stworzyliśmy w Trigonie wspólnie z Raiffeisenem, w dwa lata pozyskał 500 mln zł netto – poinformował.

 Zgodził się z nim Paweł Sujecki. – O ile mało kto szuka w internecie funduszu akcji, o tyle mogę sobie wyobrazić, że coraz częściej będą się pojawiały zapytania o to, jak odłożyć na samochód/mieszkanie/studia dla dziecka. Ale to bardziej kwestia zmian społecznych, niż samego MiFID II – zauważył prezes ProService.

 – Unijne przepisy mogą to jednak przyspieszyć. Bank, który nie będzie chciał już ponosić kosztów związanych z oferowaniem funduszy w otwartej architekturze, ograniczy się do rozwiązań portfelowych zarządzanych przez jednego asset managera. Łatwiej będzie mu stworzyć taki „one stop shop” – aplikacje, w której będzie można kupić nie 500, tylko 5 funduszy portfelowych, każdy na inną potrzebę. Z kolei inwestorom prościej będzie się w takiej ofercie rozeznać i samodzielnie dokonać wyboru online – przekonywał Adamowicz.

- Nie oznacza to marginalizacji roli doradcy finansowego – uspokoił Pietraszkiewicz. – Zmieni się kanał jego komunikacji z klientem, który prawdopodobnie, na jednym z etapów podejmowania decyzji, może potrzebować fachowego wsparcia. Musimy wymyślić sposób na atrakcyjne zaserwowanie produktów inwestycyjnych w sieci, tak, żeby był to kanał, z którego zarówno inwestorzy jak i doradcy chcą korzystać – przekonywał.

Sławomir Kamiński, prezes Saturn TFI, zwrócił uwagę na detale techniczne, które z góry narzucają ramy rozwoju sprzedaży funduszy online. – Fundusze mogą być albo otwarte – te zapewne trafią do internetu, albo zamknięte. Tych drugich, z przyczyn prawnych nie można zaoferować w inrterncie. A to właśnie FIZ są teraz najszybciej rosnącą częścią rynku funduszy, szczególnie w bankowości prywatnej. Myślę, że o ile w segmencie detalicznym fundusze faktycznie będą sprzedawane przez internet, o tyle private banking pozostanie domeną tradycyjnych kontaktów w cztery oczy – przekonywał prezes Saturn TFI.

Z kolei Michał Duniec, prezes Analiz Online zauważył, że stworzenie prowadzonego przez Polski Fundusz Rozwoju portalu emerytalnego, który będzie integrował w jednym miejscu wszystkie produkty emerytalne, może zadziałać jak katalizator w rozwoju internetowej sprzedaży funduszy.

– Skoro oszczędzający będą mogli uzyskać online wszelkie niezbędne informacje dotyczące produktów emerytalnych, stanie się to dla nich domyślny sposób zdobywania wiedzy na temat oszczędności, a potencjalnie również do samego inwestowania – stwierdził Duniec.

W kontekście zapowiedzianego przez rząd powołania Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK), dyskutujący zastanawiali się między innymi nad tym, czy ich rozpowszechnienie nie przyczyni się do spadku zainteresowania innymi produktami oszczędnościowymi. Skoro każdy będzie odkładał w PPK 2-4 proc. pensji, może już nie być zainteresowany dodatkowym oszczędzaniem. – Nie obawiam się takiego efektu ubocznego wprowadzenia PPK. Gdyby tego typu mechanizm miał zadziałać, ujawniłby się już w przypadku osób oszczędzających w OFE, a tak przecież nie było – zauważył Marcin Dyl.

- Sama konstrukcja PPK nie jest zła. Na popularyzację programów może wpłynąć fakt, że nie tylko sam pracownik odkłada pieniądze na stare lata, ale dorzuca mu się do nich również państwo i pracodawca. Jednocześnie jednak na ich niekorzyść przemawia uwikłanie polityczne – nie mamy pewności, że któryś z kolejnych rządów nie postanowi ich zlikwidować, zamieniając prawdziwe oszczędności na księgowe zapisy na subkontach w ZUS –zastanawiał się Sebastian Buczek.

Uczestnicy debaty zgodzili się, że nawet jeśli dzięki PPK emerytury będą wyższe niż byłyby tylko z państwowego źródła, to i tak będą zdecydowanie za niskie. – Poza samymi PPK ludzie i tak będą musieli dodatkowo odkładać na jesień życia – stwierdził Duniec.

Ewa Małyszko, prezes TFI BGK, która przysłuchiwała się dyskusji, zapytała panelistów, czy ich instytucje byłyby gotowe zrzucić się na wspólny fundusz, którego celem byłoby edukowanie w zakresie  konieczności samodzielnego, długoterminowego oszczędzania.

- Wrócimy do tego pytania, kiedy edukacja finansowa znajdzie się w programie nauczania od pierwszych klas szkoły – odparł Krzysztof Pietraszkiewicz. Za te słowa doradcy finansowi zgromadzeni na sali nagrodzili go gromkimi brawami.

Przedstawiciele TFI podkreślili, że już teraz ponoszą nakłady na działalność edukacyjną. – Jeżeli pojawiłby się pomysł ich skoordynowania i wspólnego działania na rzecz całego rynku, TFI PZU chętnie się przyłączy do takiej inicjatywy – zapowiedział Marcin Adamczyk w imieniu nie tylko swojej instytucji, ale i prawdopodobnie większości panelistów.

A byli to: Marcin Adamczyk, prezes TFI PZU, Jakub Adamowicz, dyrektor ds. rozwoju w Trigon TFI, Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI, Michał Duniec, prezes Analiz Online, Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami, Sławomir Kamiński, prezes Saturn TFI, Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich i Paweł Sujecki, prezes ProService. 

Jan Morbiato

Dziennikarz ekonomiczny