W numerze:

Bartosz Pawłowski
Chief Investment Officer mBank Private Banking & Wealth Management
Nowe Realia Depozytowe

28. lutego otwierający artykuł w Rzeczpospolitej miał tytuł „Tracisz jak na lokacie” i pełen był sformułowań typu „inflacja zjada oprocentowanie oszczędności w bankach”. Rzeczpospolita nie była odosobniona w takiej opinii – w mediach pojawiły się takie artykuły jak „Przyszedł czas strat na lokatach” (Forsal), „Zabójczy wzrost cen. Polacy mogą stracić nawet 6,6 mld złotych oszczędności” (Business Insider) czy „Inflacja pożera środki oszczędzających” (Parkiet). A to wszystko dlatego, że o ile w latach 2015-2016 średni poziom wskaźnika inflacji wyniósł -0,8%, o tyle tegoroczna średnia wynosi już ponad 2%. Patrząc zatem na realne stopy oprocentowanie, czyli różnicę w stopach procentowych NBP (aktualnie 1,5%) a inflacją, widzimy odwrócenie sytuacji z poprzednich lat.

Oliwy do ognia dodał ostatnio Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński, który 8. marca podczas konferencji prasowej stwierdził, że nie widzi powodów, żeby się w jakikolwiek sposób niepokoić faktem, że wchodzimy w okres ujemnych realnych stop procentowych. Zaznaczmy, że jest to bardzo duże odstępstwo od polityki pieniężnej prowadzonej w wielu poprzednich latach – jak sam Prezes przyznał - dotychczas najdłuższym takim okresem były trzy miesiące (w pierwszej połowie 2011 roku). Jeśli do tego wszystkiego dodamy fakt, że polski system bankowy cechuje się bardzo dużą nadpłynnością oraz ostatnie zmiany regulacyjne (w tym podatek bankowy), otrzymujemy dość nieprzyjemny obraz rysujący się przed osobami przyzwyczajonymi do oszczędzania jedynie na lokatach.

Zatem co z tym fantem zrobić? W mBank Private Banking & Wealth Management przeprowadziliśmy szereg symulacji odnośnie potencjalnych stop zwrotu dla portfeli o profilu konserwatywnym, otrzymując bardzo ciekawe wyniki. Wyszliśmy bowiem z założenia, że jedną z głównych pokus dla osób, które dotychczas trzymały pieniądze tylko na lokacie, będzie zainwestowanie małej części środków (powiedzmy 15%) w akcje i pozostawienie reszty na depozytach. Okazuje się, że strategia taka od 2010 roku przyniosłaby stopy zwrotu na poziomie podobnym do depozytów, fundując nam przy tym o wiele większą zmienność i nierzadkie okresy strat. Innymi słowy, nie licząc kilku krótkich okresów, nie otrzymalibyśmy nic nadzwyczajnego, a w zamian narażalibyśmy się na ewidentne ryzyko inwestycyjne. Powód jest dość prosty – część portfela utrzymywana na lokacie może i daje zysk bez ryzyka, ale jest to zysk, który jest z góry znany i nie może wzrosnąć bez względu na panujące warunki rynkowe.

Porównajmy naszego Inwestora 1, który stwierdził, że ulokuje „trochę” swoich środków w akcjach z Inwestorem 2, który postanowił spojrzeć na swój portfel całościowo i ulokował taką samą część pieniędzy (15%) w akcjach, ale resztę zainwestował na rynek obligacji. Analizując okresy półroczne od 2010 roku, okazuje się, że Inwestor 2 osiągnął średnie półroczne stopy zwrotu wyższe o  1 pkt procentowy (2,7% wobec 1,7%). Ale nie to jest w tym przykładzie najciekawsze. Okazuje się, że zakres zwrotów w tym okresie dla Inwestora 1 wyniósł od -1,4% do +4,9%, a dla Inwestora 2 od -1,9% do… +10,5%. Owszem, Inwestor 2 naraził się od czasu do czasu na nieco większą stratę, ale za to nie dość, że miał wyższy średni zwrot to jeszcze było kilka okresów kiedy ta strategia przyniosła dwucyfrowe stopy zwrotu. Porównanie 6-miesięcznych stop zwrotu dla Inwestora 1 i 2 w latach 2010-2016 pokazuje wykres poniżej.

 

Jak widać, nasz Inwestor 1 poszedł pozornie bezpieczną ścieżką, a mimo to osiągnął gorsze i bardziej zmienne wyniki niż Inwestor 2, który zastosował podejście portfelowe i strategię zawierającą akcje i obligacje. Czy taka sytuacja musi się koniecznie powtórzyć? Zapewne nie, ponieważ wydaje się, że okres ponadprzeciętnych zwrotów na rynku obligacji jest już za nami. Jednak tradycyjna korelacja między rynkiem akcji a obligacji (gdy jeden rośnie to drugi spada) to coś, co pozostanie z nami na długi czas. Gdy już przekraczamy Rubikon wchodząc w świat inwestycji wiążących się z ryzykiem, to żądajmy za to potencjalnie największych wzrostów, oczywiście pilnując poziomu ryzyka zgodnego z naszym profilem. I właśnie dlatego tak istotne jest patrzenie na cały skład portfela w kontekście inwestycji w nowych (realnych) realiach depozytowych.

Bartosz Pawłowski
Chief Investment Officer, Wicedyrektor ds. Strategii Inwestycyjnej
mBank Private Banking & Wealth Management