W numerze:

Piotr Słodowicz
Doradca Private Banking&Wealth Management mBank S.A. EFP EFPA
Polityczna bessa

Ostatnio dużo się mówi, iż Polska jest podzielona politycznie i trzeba uważać, gdy się prezentuje swe poglądy. Możesz trafić na zwolennika pewnego okrycia głowy lub osoby nazwanej na cześć zwierzęcia,  które czasem prze ku morzu, by potem płynąć kilkaset metrów i polec. Mamy twardy orzech do zgryzienia. Dodatkowo nasi szefowie słusznie kładą palec na usta i nakazują ciszę, podkreślając, że mamy być apolityczni.  Emocje. Tak! Emocje trzeba trzymać na wodzy, by nie dać się wciągnąć w niepotrzebne rozmowy o polityce, bo czy coś z tego wyniknie dla finansów klienta? Nic. A my mamy być profesjonalistami. Jesteśmy. Ale czy na pewno myślimy jak finansiści?

Od maja do połowy stycznia na polskiej giełdzie trwał wyraźny trend spadkowy. Od prawie dwóch miesięcy mamy przerwę i czekamy na uspokojenie sytuacji politycznej, bo dane płynące z gospodarki są bardzo dobre.

Jednak wróćmy do tej małej bessy.

Gdy to się działo, a w zasadzie, gdy prawie już sięgało dna w listopadzie 2015 roku,  wtedy mocno ster w swe ręce chwyciła nowa władza i zaczęła dokonywać zmian, co powodowało wrzenie na rynku. Wówczas wysypało się mnóstwo różnych komentarzy, które zwróciły uwagę, iż za spadkami stoi polityka. Były to łatwe tłumaczenia. Bardzo mocno był dociskany sektor bankowy, gdzie powodem przecen był podatek bankowy (o którym wiadomo było już od kilku miesięcy). Potem upadki banków spółdzielczych (wpłaty na BFG przez banki prawie 3 mld złotych), czy też idący "po swoje" „frankowicze”. Rykoszetem dostało się firmom ubezpieczeniowym - tam też państwo sięgnie po pieniądze. Do tego zamach na TK i demokrację i mieliśmy grudniowe  giełdowe dno. Komentatorzy finansowi łatwo obwiniali politykę za spadki na giełdzie: spada, bo polityka. Chwila spokoju podczas świąt grudniowych i od stycznia znów w dół. To ona (polityka) była powodem i wytłumaczeniem tego, co się działo: oni zrobią to, oni zrobią tamto, będzie źle, będzie strasznie, bo polityka i polityka i PIS. W połowie stycznia pojawia się informacja, że ze względów politycznych agencja S&P obniża raiting dla Polski. To też polityka. Łatwo było się chwalić, że przewidziałem wygraną PIS, po tym jak wygrał ich Prezydent, i sprzedałem akcje, więc jestem zadowolony. Łatwo było też tłumaczyć klientom, że są straty, bo Ci politycy to zrobili.

Dziwne, że nastał spokój. Politycy uciekli, pochowali się? Nie - kręcili się dalej i dalej. Kręcą się też i teraz, gdy indeksu sporo odrobiły. Byłem i jestem świadkiem tych wydarzeń i bacznie obserwowałem to, co się działo u nas, jak i na innych rynkach. Wiedziałem też, że nawet bardzo populistyczna partia nie jest w stanie bardzo zmienić kierunku, jaki obrała gospodarka, może nieco go przyspieszyć lub nieco zwolnić. I tylko tyle.

To w takim razie dlaczego były takie mocne spadki? Oczywiście odpowiedź jest banalnie prosta: bo było więcej sprzedających niż kupujących. Tylko dlaczego było więcej sprzedających? Bo polityka? Nie dlatego mieliśmy czerwony rynek. Spadaliśmy, bo jesteśmy cały czas w naczyniu połączonych rynków finansowych. Poniżej prezentuję wykres pewnego ETF (odzwierciedleniem indeksu rynków, do których należymy ISHARES MSCI EMERGING MARKETS ETF, udział polskich spółek w tym indeksie to 1,32%). Proszę zwrócić uwagę, jak prosto i pięknie pokrywają się obie linie obrazujące WIG20 i ten właśnie ETF, notowany w USA. Wnioski? Oczywiście ktoś zauważy, że w październiku nasz rynek nie odbił tyle, co wspomniany ETF. To może być efekt wygranych wyborów przez PIS, negatywnie odciśnięty na naszym rynku. Też w ostatnich dniach widać było zadyszkę we wzroście. Być może polityka znów wraca do gry.  Fakty są jednak takie, że jesteśmy częścią światowego systemu finansowego i poruszamy się w rytm tego systemu. Dlatego, jeśli chcemy być profesjonalistami, nie możemy się zasłaniać, że spadło, bo „Polityka Panie Szanowny Kliencie, polityka!”. Spadło bo rynek EM spadał i tyle.