W numerze:

Krzysztof Zygmanowski
Doradca Private Banking&Wealth Management mBank S.A. EFP EFPA
TTIP – co ważniejsze: ludzie, środowisko i demokracja czy zyski i prawa korporacji?

TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership), czyli transatlantyckie partnerstwo w sprawie handlu i inwestycji. O co w tym wszystkim chodzi? Jak to partnerstwo może wpłynąć na rynki finansowe? Czy za tą umową kryją się jakieś szanse, a może zagrożenia?

Jak zwykle,Uśmiech kiedy mamy do czynienia z jakimś porozumieniem, pojawiają się wątpliwości. I im bardziej wgłębiamy się w to zagadnienie, tym wątpliwości jest coraz więcej. Ostatnio przeczytałem w jednej z gazet finansowych, iż stronie amerykańskiej bardzo zależy, aby ów traktat został podpisany pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską jeszcze przed zakończeniem kadencji prezydenta Baracka Obamy. Właśnie ten pośpiech mnie zaintrygował, bowiem, jeśli przez ostatnie 2,5 roku negocjowania warunków TTIP nadal nie udało się uzgodnić wspólnego stanowiska, to dlaczego stronom tak bardzo zależy, aby „dopiąć” kontrakt zanim w Białym Domu pojawi się nowy lokator? Diabeł tkwi w szczegółach. 

Na dzień dzisiejszy nie wiemy, kto wygra wyścig do fotela prezydenckiego w listopadowych wyborach. Czy to będzie Hillary Clinton z Partii Demokratycznej, czy ekscentryczny miliarder Donald Trump? Każdy wybór amerykanów może przynieść niekorzystny rozwój w negocjacjach z Unią Europejską. Gdyby Donald Trump został prezydentem, moglibyśmy mieć do czynienia z pewnego rodzaju izolowaniem USA. Trump powiedział w jednym z wywiadów, że USA są w ruinie (skąd my to znamyJ) i potrzeba naprawy, aby Ameryka znowu była potęgą (a czyż nie są?). Hillary Clinton również mogłaby nie być zainteresowana szybkim finalizowaniem TIPP. O co zatem w tym wszystkim chodzi? Główne założenia traktatu o partnerstwie  handlowym i inwestycyjnym, zakładają eliminacje ceł na towary, poszerzenie rynku usług po obu stronach Atlantyku, możliwość uczestnictwa europejskich firm w zamówieniach publicznych w USA oraz prace w przygotowaniu wspólnych przepisów. Czy przypadkiem biurokraci nie sabotują tych prac, bowiem ujednolicone przepisy pozbawiłyby część administracji racji bytu?

Zadziwiające jest również to, iż tak ważny dokument jak traktat TTIP nie jest szeroko konsultowany społecznie. Czy amerykańskie korporacje zamierzają coś „przemycić” w zapisach na swoją korzyść? Jednym z zarzutów podnoszonych przez europejskie firmy jest fakt, iż w obecnej formie traktatu amerykańskie firmy dążą do uzyskania silniejszych gwarancji inwestycyjnych i monopoli opartych na prawach własności intelektualnej. A co to może oznaczać w praktyce? A to, że potężne amerykańskie korporacje z branży np. chemicznej będą mogły bez żadnych konsekwencji dystrybuować swoje produkty, niszcząc jednocześnie konkurencję europejską. Takim niesławnym przykładem jest  korporacja Monsanto. Jej najbardziej znany produkt to środek chwastobójczy Roundup, podobno biodegradowalny.  Jednocześnie ta firma jest również producentem zmodyfikowanego genetycznie ziarna siewnego, które jest odporne na działanie środka chwastobójczego. Dzisiaj wiemy, że ta korporacja przegrała procesy o wprowadzanie konsumentów w błąd, m.in. we Francji. Czy przegrałby również pod panowaniem nowego traktatu? Śmiem wątpić. Przypomnijmy sobie, co zrobiły USA z Volkswagenem i zarzutem fałszowania wyników analizy spalin. Nie wydaje mi się, że to był przypadek. Oczywiście oszukiwanie konsumentów jest jak najbardziej naganne, ale jakimś dziwnym trafem była to firma europejska. Czyżby amerykańscy producenci samochodów byli tacy kryształowi?

Ale co to ma wspólnego z rynkami kapitałowymi? Wydaje się, że może mieć bardzo dużo. Złóżmy, że dochodzi do podpisania traktatu. Amerykanie i UE mają otwarte drzwi do wspólnego handlu. Jednakże przeciętny konsument po obu stronach Atlantyku najczęściej będzie kierował się przy wyborze towarów i usług ceną. Zatem może dojść do ciekawej „wojny walutowej” pomiędzy sygnatariuszami umowy, bo każda ze stron będzie chciała być bardziej atrakcyjna cenowo. Czy będzie to dolar czy może euro? Ja obstawiam, że w tych potyczkach to raczej dolar będzie zwycięzcą (osłabi się do euro) i amerykańcy producenci „zaleją” europejski rynek swoimi towarami.  Zapewne na początku konsumenci europejscy będą zadowoleni, ale pamiętajmy że w tym scenariuszu efektem ubocznym będzie spadek sprzedaży europejskich firm, co w dalszej konsekwencji może spowodować spadek zatrudnienia (wg wstępnych szacunków*) o ok. 0,6 mln zatrudnionych i straty na inwestycjach w spółkach europejskich, których ta działalność by dotknęła).

Pamiętajmy, że umowa ta również będzie miała wpływ na każdego z nas i to bez znaczenia, czy się tematem interesujemy, czy też nie. Traktat ten bowiem umożliwi każdej ze stron, a w szczególności USA, na dokładne kontrolowanie zachowań użytkowników sieci, co zapewne i tak jest już dzisiaj praktykowane tylko w sposób niejawny. Na europejski rynek może także np. trafić żywność z USA, która dzisiaj nie spełnia dość rygorystycznych norm europejskich. Zapewne byłaby dużo tańsza, ale czy na pewno zdrowsza i smaczniejsza? Efektem może być spadek sprzedaży żywności przez europejskich producentów w tym również polskich – pogorszenie się wyników finansowych spółek i spadek wycen ich akcji.

Reasumując TTIP: na pewno jest ciekawą inicjatywą i może być z korzystną formą współpracy dla obu stron. Jednakże, aby tak się stało, musimy o nim wiedzieć dużo więcej. Nie może być tak, że za zamkniętymi drzwiami, bez konsultacji społecznych negocjuje się umowy, które będą miały wpływ na życie milionów ludzi i tysięcy firm. Miejmy nadziej,ę że głos mieszkańca Europy nie zostanie jedynie głosem wołającego na pustyni.

*) szacunki przedstawicieli Instytutu Globalnej Odpowiedzialności, na podstawie obserwacji po wprowadzaniu traktatu NAFTA