W numerze:

Paweł Koralewski
Doradca Private Banking&Wealth Management mBank S.A.
EFP EFPA
Piłka jest okrągła, a dolar zielony

Niedawno, siedząc przed telewizorem i oglądając „męki” Bayernu Monachium z Barceloną w półfinale Ligii Mistrzów, zacząłem liczyć, ile „pieniędzy” biega po boisku. Sam atak Barcelony: Messi,  Neymar, Suarez – wyceniany jest obecnie na ok. 400 mln dolarów!

Poszczególne kluby piłkarskie mają różną strategię. Te bogatsze wydają setki milionów na super-gwiazdy, które mają przynieść dochody firmie w postaci sprzedanych biletów, zdobytych nagród, trofeów, sprzedanych pamiątek, koszulek z nazwiskiem. Inne stawiają na szkolenie młodzieży, edukację sportową, licząc na zyski z późniejszej sprzedaży praw zawodniczych. Znana na całym świecie piłkarska akademia Ajaxu Amsterdam jest prawdziwą kuźnią talentów, a klub od wielu lat w ten właśnie sposób buduje swoją potęgę.

Skoro piłkarze mają swoją wymierną wartość, skoro istnieje rynek transferowy i choć może to nieładnie brzmi, to kluby kupują i sprzedają zawodników, można zaryzykować twierdzenie, że są oni swego rodzaju aktywem.

W dzisiejszych czasach największe piłkarskie firmy są prawdziwymi korporacjami, a ich akcje notowane są na giełdzie. W ten sposób indywidualny inwestor może mieć udział w zyskach generowanych przez futbol.

Ale czy można inwestować bezpośrednio w aktywa, którymi są zawodnicy?

Okazuje się, że tak.

W styczniu tego roku jedno z TFI na polskim rynku wprowadziło fundusz inwestycyjny zamknięty, którego zadaniem jest  wspieranie polityki transferowej wybranych polskich klubów piłkarskich, dając jednocześnie możliwość partycypacji w zyskach z transferów uczestnikom funduszu. Czas jego trwania został określony do marca 2020 roku, z możliwością przedłużenia o kolejne 12 miesięcy.

Co ciekawe, TFI deklaruje, że nie będzie wpływało w najmniejszym stopniu na politykę transferową danego klubu. Rolą TFI będzie odpowiedni dobór klubów, z którymi zostanie nawiązana współpraca. Jej podjęcie będzie warunkowane wieloma czynnikami, m.in. stabilną polityką transferową, przedstawieniem zabezpieczeń, chociażby w postaci praw do transmisji czy dochodów ze sprzedaży biletów.

Pierwsza emisja certyfikatów w kwocie 6 mln złotych zasiliła konto klubu Legii Warszawa, choć z pewnością wiele innych ma już ochotę na pozyskanie dodatkowych środków na rozwój. Przecież nowe stadiony trzeba zapełnić zarówno piłkarzami, jak i kibicami.

Czy takie rozwiązania mogą przynieść zysk inwestorom?

Ostatni przykład transferu 17-letniego Krystiana Bielika do Arsenalu Londyn, za którego, według doniesień różnych mediów,  Legia Warszawa miała otrzymać kwotę 2 mln euro pokazuje, że tak. Zwłaszcza, że klub z Warszawy kilka miesięcy wcześniej za tego samego zawodnika zapłacił Lechowi Poznań kwotę 50 tys. złotych...

Oczywiście, jak to w inwestycjach, nie każdy zakup może zakończyć się sukcesem. Jednym z bardziej spektakularnych przykładów jest przypadek jednego z czołowych zawodników hiszpańskich Fernando Torresa. Będący u szczytu formy, napastnik mistrzów świata i Europy, został zakupiony w 2011 roku przez Chelsea Londyn za kwotę 58 mln. euro. Zawodnik jednak nie potrafił odnaleźć formy w nowym klubie, grając mało i słabo. Ostatecznie w ub. roku został sprzedany do AC Milan. Co prawda kluby nie podają kwoty transakcji, nie mniej piłkarz obecnie wyceniany jest na kwotę ok. 7 mln euro.

Ciekawą strategię przyjęła Borusia Dortmund w stosunku do Roberta Lewandowskiego. W 2010 roku klub z Westfalii kupił naszego zawodnika za 4,5 mln euro. W roku 2013 zawodnikiem zainteresowany był Bayern Monachium, oferując kwotę ok. 30 mln euro. Dla Borusii był to ostatni moment na zarobek, gdyż rok później wygasał kontrakt, co powodowało, iż Bayern nie musiał płacić ani złotówki (raczej eurocenta). Mimo to, klub nie zdecydował się na sprzedaż, uważając, że większą wartość przyniesie mu skorzystanie z usług zawodnika jeszcze przez rok. Być może zadecydował niski koszt zakupu i wysoka wartość dochodów bieżących, jakie gracz przynosił? W momencie, gdy Bayern pozyskał Roberta za darmo, jego wartość była szacowana na 50 mln euro.

Jak widać inwestycja w rynek transferowy wymaga sporej wiedzy dotyczącej specyfiki futbolowego biznesu, podobnie jak to jest w innych sektorach. A czy da się na tym zarobić? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

 

Opinie wyrażone w niniejszym tekście są opiniami autora. Nie stanowią oficjalnego stanowiska EFPA Polska.