W numerze:

Piotr Słodowicz
Doradca Private Banking&Wealth Management mBank S.A. EFP EFPA
Dywersyfikacja - ubezpieczenie od lenistwa czy niewiedzy?


Połów śledziW ubiegłym wieku był taki moment, gdy na poważnie zająłem się inwestowaniem pieniędzy, ponieważ w końcu udało mi się zgromadzić wolną (czytaj: możliwą do inwestycji) kwotę 1 tys PLN do ulokowania na rynku akcji. Zacząłem się zastanawiać, jak to dobrze zrobić? Obłożyłem się książkami, zaczerpnąłem rady mądrzejszych kolegów, którzy dla mnie byli wytrawnymi specjalistami i wtedy trafiłem na mądre słowo. Dywersyfikacja. Sposób, który powinien przynieść możliwie jak największy zysk, przy najmniejszym ryzku. Jako, że lubię proste rozumowanie, postanowiłem sprawdzić jak dywersyfikacja przebiega w otaczającym nas świecie. Łowiłem ryby, więc popatrzyłem, jak to wygląda rybia dywersyfikacja w rozrodzie, czyli jak najwięcej potomstwa, przy jak najmniejszym ryzyku. 

Śledzie. Tu nie ma finezji. Zbierają się w ogromne ławice (tysiące), atakowane od góry przez ptactwo morskie, od dołu przez drapieżniki, kąsane przez rybaków i wędkarzy, składają w szybkim tempie miliardy ikry, nie patrząc gdzie, z kim i jak. Zostawiają ikrę, a później narybek - losowi. Procentowa przeżywalność znikoma, ale i tak wystarczająca, by znów tysiące wróciły i w amoku złożyły miliardy świeżej ikry.

Łosoś. Samica buduje gniazdo (dół na dnie), a samce walczą między sobą. Wygrywa najsilniejszy i ten właśnie odbywa z samicą gody. Ilość ikry - od kilku tysięcy do dwóch dziesiątek tysięcy. Pod odbyciu godów samica zagrzebuje gniazdo i odpływa. Jej rola się kończy. Jeśli nie zagrzebie gniazda (słaby osobnik), to ikra zostanie wyżarta i nie ma potomstwa. Gdy jednak samica się postara i dobrze zasypie gniazdo, ikra dojrzeje, pojawi się narybek i spłynie do morza. Przy sporym szczęściu kilka dorosłych osobników wróci, by znów odbyć gody. Będzie ich niewielu, ale za to będą to grube ryby.

Ciernik. Ryba mała, zaledwie kilka centymetrów, o niezbyt dużej populacji, bez znaczenia gospodarczego. Samiec buduje gniazdo z patyków, wodorostów, coś na kształt tulei, do którego zapędza samice by złożyły ikrę (zwykle kilkadziesiąt sztuk ikry) i tam je zapładnia. Jego rola się nie kończy (samic tak). Pilnuje gniazda, odpędza intruzów (jego szata godowa jest jaskrawa), jest agresywny. Płetwami wymusza przepływ wody, zatem chudnie prze swoja aktywność. Gdy maluchy się wyklują, opiekuje się nimi, aż do chwili, gdy będą samodzielne. Skuteczność - ponad dziesięć procent.

Jaki sposób wybrać, aby zarobić na akcjach? Wybrałem drogę Ciernika. Pieczołowicie wyselekcjonowałem spółkę, zebrałem informacje: czym się zajmuje, jakie ma perspektywy, kto jest właścicielem, czym teraz spółka żyje (produkt, nowa zakład, nowa linia itp.), jaką ma konkurencję? Słowem, wiedziałem o niej wszystko. Zainwestowałem z lewarem. Każdego dnia sprawdzałem notowania: jak przebiegają. Byłem na bieżąco i gotów na reakcję, gdyby coś poszło nie po mojej myśli. Po kilku tygodniach zamknąłem inwestycję z dużym zyskiem. To było trudne, męczące i wymagające uwagi, ale było warto.

Dziś wielu „specjalistów” mówi o dywersyfikacji, o tym, że trzeba mieć ekspozycję na rynek akcji, obligacji, towarów, nieruchomości i złota. Dlaczego? Bo musimy dywersyfikować nasze dochody, bo nie wiemy, co będzie się działo. Czy, aby na pewno? Każdy z nas (doradców) zna cykl gospodarczy. Jeśli jesteśmy w spadkowym cyklu stóp procentowych (chłodzenie gospodarki), to po co nam towary czy nieruchomości? Nie lepiej jest kupić obligację skarbową o stałym kuponie z długim duration lub ostatecznie fundusz obligacji o stałym kuponie? Jak chcemy mieć ekspozycję na rynek akcji (np. 30% portfela), bo uważamy, że będzie rosło, to po co nam fundusze z betą poniżej 1? Lepiej jest mieć fundusz z betą powyżej 1. Dlaczego jednak wybieramy fundusz z betą np. 0,5%? Boimy się, że nie mamy racji. Nie lepiej wtedy jest przeznaczyć w ten rynek 15% aktywów? Wynik na całości portfela będzie taki sam. Wystarczy chwilę pomyśleć.

W naszym codziennym życiu podejmujemy kluczowe decyzje, np. wybór nowego lokum. Szczegółowo analizujemy wybraną dzielnicę, otoczenie, dostęp do szkoły, przedszkola, sklepów, parkingu, sprawdzamy koszty, przyglądamy się sąsiadom. Sprawdzamy dojazd do centrum, do pracy, dobrze się rozglądamy. Następnie szukamy finasowania, sprawdzamy oferty kilku banków, czytamy dokładnie umowę, szukamy optymalnego rozwiązania. Robimy to dobrze. A gdy chodzi o nasze finanse, to dlaczego ulegamy powszechnej opinii konieczności dokonania dywersyfikacji i np. zakupu funduszu obligacji skarbowych (bo trzeba dywersyfikować), skoro nie znamy podstawowych danych z tego rynku?

Kupujemy samochód, długo wybieramy markę, typ, silnik, wyposażenie. Ba! Czasem sprawdzamy, czy do bagażnika wejdą narty lub czy damy radę zmieścić rower. Czemu nie kupimy trzech różnych aut za tą samą cenę, nie patrząc co kupujemy? Przecież któryś z nich okaże się odpowiedni i nas usatysfakcjonuje. Dlaczego tak nie robimy w przypadku naszych inwestycji?

A teraz idąc tropem ciernika: chcemy kupić akcje, więc kupmy najpierw do 100 sztuk danych akcji. Wtedy można zarejestrować się na WZA lub NWZA. Spotkać prezesa, głównych udziałowców, porozmawiać, zwiedzić fabrykę, zdobyć telefon prezesa. Szkoda zachodu? Niekoniecznie. Owszem poświęcimy swój czas, ale dowiemy się więcej niż z prasy czy komunikatów bieżących. Wtedy możemy kontynuować inwestycję lub jej zaprzestać. Poniesiemy jakieś koszty, trudno. Zanim kupimy  samochód, czy mieszkanie też je ponosimy, ale w przypadku inwestycji łatwiej podejmujemy ryzyko i dywersyfikujemy. Tylko co my tak naprawdę dywersyfikujemy, albo jak to robimy? Warto się na tym pochylić.  

Firmy. Jak wygląda u nich dywersyfikacja? Przykład - banki uniwersalne. Działają w branży finansowej, prowadzą swój biznes, obracając pieniądzem. Osoby tam pracujące znają się na tym dobrze. Wiedzą, skąd czerpać zyski. Czy to źle? Nie, normalny biznes. Banki prowadzą dywersyfikacje źródła swoich przychodów. Segment korporacyjny, detaliczny, coś jeszcze? Tak, ale to są drobne kawałki. Nie widzę, żeby inwestowały w produkcję, wydobycie, budownictwo itd. Umiejętnie koncentrują się na pieniądzu. Podobnie wyglądają inne przedsiębiorstwa.

To dlaczego nam wmawia się: dywersyfikujmy, ograniczajmy ryzyko? Miejmy kilka rynków w portfelu: akcje, obligacje, nieruchomości i złoto na niepewne czasy. Mamy wtedy dużą szansę, by wśród znajomych pochwalić się, że zawsze trafiliśmy, bo mieliśmy ten czy inny rynek w portfelu. Ale potem, w zaciszu domowym sprawdzamy, że nasze zdywersyfikowane inwestycje mają wynik gorszy od lokaty w tym okresie….   

Opinie wyrażone w niniejszym tekście są opiniami autora. Nie stanowią oficjalnego stanowiska EFPA Polska.