W numerze:

Piotr Słodowicz
Doradca Private Banking&Wealth Management mBank S.A. EFP EFPA
Wilk z Wall Street

Pomyślałem, że warto pójść i zobaczyć, jak przedstawiono widzom świat finansów i jak wygląda kolejny już w historii filmowy wilk. Pomyślałem też, że może tu tak naprawdę nie chodzi o pokazania negatywnej postaci, tylko... Prawdę mówiąc, wilk zawsze mi się kojarzył z samotnym, wojowniczym, pełnym szlachetności zwierzęciem. Być może Leonardo to zło finansów, a zło tropione jest przez samotnego wilka, w garniturze za 100 dolców, sprawiedliwego agenta. Chciałem zobaczyć, jak się to odbędzie.

Kupując bilet, dowiedziałem się, że reklamy trwają dokładnie 24 minuty (Wy też to sprawdzacie prawda?). Sporo, więc ze spokojem kupiłem chipsy, litrową colę "0". Na dwie minuty przed końcem reklam, objuczony wszedłem na salę. Szybko wyłowiłem moje miejsce, na którym leżał płaszcz gościa z sąsiedniego miejsca. Panu (sąsiadowi owego miejsca) długo zajęło zrozumienie, że tam zmierzam. Cóż, było to trudne. Rozstawiłem „akcesoria” do oglądania w kinie i zaczął się film. Po godzinie, gdy ostatni kawałek chipsa został schrupany, a cola wypita, przez kilka minut zastanawiałem się czy tu jeszcze zostać. Już wiedziałem, widząc oczy wilka, jak to się skończy. Zło zostanie zwyciężone przez sprawiedliwego. Inne atrybuty kasowego filmu można sobie darować. Jednak zostałem. Czemu? Zobaczyłem świetny "wózek"  i wróciłem też myślami do jesieni 2008 roku, upadku „Lejmana” (tak, lej – man-a), bo czymże to było? Do tragedii, jaka się wtedy rozegrała na rynkach… Pewnie teraz myślicie: „GPW też wtedy sporo spadła”. Nie, nic takiego nie mam na myśli. Dramat dotyczył zwykłych  ludzi, których pieniądze zostały zainwestowane w różnego rodzaju maści „bezpiecznych” funduszach, a którzy tracili swoje zabezpieczenie emerytalne. Bo po ich pieniądze zapragnęli sięgnąć chciwi bankierzy, tłumacząc, iż obligacje, które są wpychane za twardą walutę, to dobra cegła. Wtedy też (w roku 2008) zastanawiałem się, czy znajdzie się ktoś w świecie finansów, który powie „ja jestem FAIR”, i to, co powie, wprowadzi w życie. Dlatego siedziałem do końca, zastanawiając się i analizując, jakie wrażenie film może zrobić na klientach banków, na tych ludziach, którzy siedzą obok mnie, i na mnie samym. Cel twórców filmu - pokazać, jak się bankierzy obchodzą z klientami, jak wygląda brutalny świat finansów - został osiągnięty. Ktoś, kto ogląda film, widzi nas jako chciwych, żądnych pieniędzy bankierów. Czy tak jest? Jest. Chcemy aktywów klientów, chcemy też realizować zadania, których oczekują od nas akcjonariusze, chcemy zarabiać pieniądze, chcemy dobrze wykonywać swoją pracę. Czy robimy źle? Nie. Czasem tylko zatracamy się w dążeniu do zysku, zapominamy o etyce,  po to, by jak najwięcej uszczknąć dla siebie, dostać prowizję, skorzystać na innych atrakcyjnych możliwościach oferowanych przez pośredników finansowych. Nie jest tak? Jest. To czemu się dziwimy temu, że postrzeganie przez klientów pracowników banków jest złe? Sami na to zapracowaliśmy.

 Ostatnio spotkałem się z miłą Panią, z fajnego banku (jestem jego klientem), która przedstawiła mi ofertę bardzo korzystnego kredytu w rachunku bieżącym. Oprocentowanie jedynie 12%. Zapytałem się o efektywną stopę. Nie była w stanie jej mi podać. Innym razem, dostałem ofertę funduszy inwestycyjnych (segment VIP), od innej Pani, która twierdziła, że jej pasją są finanse, a w szczególności rynek akcji. Zapytałem, jaką część swoich środków lokuje na rynku akcji, odpowiedziała „że inwestuje tylko w nieruchomości, bo to pewny zysk”. Zaniemówiłem.

 Gdzie się podziała nasz etyka, gdzie znajomość finansów? Jesteśmy dobrze wyszkoleni, świat finansów szybko implementuje nowości prowadzące do zwiększenia sprzedaży. Ma do tego środki i motywacje, bo tort jest wielki i się powiększa, bo drukują. Prawda? Dlaczego nie widzimy narastającej niechęci do nas? Czy my bankierzy nie oglądamy filmów o nas samych, nie potrafimy spojrzeć na siebie tak, jak patrzą na nas nasi klienci?

 Musimy zacząć zmiany od siebie, spróbować pogodzić zarabianie pieniędzy z tym, w jaki sposób to robimy. Armia niezadowolonych klientów w dobie błyskawicznej informacji może szybko urosnąć. Rynek nie znosi próżni. Jestem pewien, że jeśli sami się nie zmienimy, to zostaniemy wyeliminowani przez kogoś, kto zrozumie potrzebę klientów.   

I na koniec informacja, która coś znaczy: Deklaracje o pozostaniu w OFE złożyło już blisko 200 tys osób. Mam nadzieje, że w tym są wszyscy bankowcy, bo przecież naszą pasją są finanse.